czwartek, 9 lipca 2015

K: Wyścig Śmierci

CYTATY
WYŚCIG ŚMIERCI

Autor: Maggie Stiefvater
Ilość stron: 496
Znalezione w: Empik / chomikuj
Data przeczytania: 2015-06-10

Jest pierwszy dzień listopada, więc ktoś dzisiaj umrze.

- Czego właściwie chcesz od życia?
- Dachu nad głową, wodzy w dłoniach i piasku pod kopytami - rzucam bez zastanowienia. Skromna prawda w telegraficznym skrócie.

Czasami wystarczy, że dzieli się z kimś swoją wściekłość, żeby poczuć się lepiej. 

Są chwile, które zostają w pamięci na całe życie, są też takie, które spodziewamy się zapamiętać, jednak tak się nie dzieje.

Pożerasz ją wzrokiem. Aż dziwne, że my możemy ją jeszcze zobaczyć. 

Można znieść wszystko, na co się człowiek zdecyduje. 

Problem polega na tym, że ta dziewczyna jednocześnie mnie fascynuje i odpycha: jest lustrem, w którym widzę siebie, i drzwiami do tej części wyspy, do której nie należę. 

Mama mówiła, że pewne rzeczy nie dzieją się bez powodu, że czasami przeszkody są po to, żeby powstrzymać nas przed popełnianiem głupstw. Często mi to powtarzała. Ale kiedy powiedziała to samo Gabe’owi, tata wytłumaczył mu, że czasami to po prostu znak, że trzeba się bardziej postarać. 

- Nie zamierzam być twoim słabym punktem.
Teraz patrzy na mnie.
- Na to już za późno, Puck. 

Urodził się na koniu i umrze na koniu. Może to nie jest coś, do czego można człowieka wychować - zauważa Malvern. - Jest jednym z tych wyjątkowych ludzi, którzy potrafią sprawić, że koń zrobi dla niego to, co on zechce, lecz nigdy nie prosi o więcej, niż zwierzę może z siebie dać. 

Łatwo jest sprawić, żeby mężczyźni cię kochali. Wystarczy być górą, na którą muszą się wspiąć, albo wierszem, który próbują zrozumieć. Czymś, dzięki czemu czują się silni albo mądrzy. 

Konie wodne są głodne i gniewne, agresywne i piękne, nienawidzą nas i kochają.
To pora Wyścigu Skorpiona.
Czuję, że żyję.

Jestem dziwnie wdzięczna za ten okruch szczerości, choć nie wiem, jak mam go rozumieć. Usiłuje wymyślić dobrą odpowiedź, zadać pytanie, które sprawi, że nie zakończy swojej wypowiedzi tak szybko. Jakby prawda była ptakiem, którego boję się spłoszyć. 

Jest w niej coś bezkompromisowego, jakaś porywczość, która kojarzy mi się z młodością. 

Potem dostrzegam swoje dłonie. To dłonie mojej mamy, nie małej dziewczynki, i wiem, że twarz też mam mamy. Ciekawe, ile czasu jeszcze potrzeba, żebym wewnętrznie dorosła do swojego wyglądu. 

Annie wydaje się rozmarzona, lecz ona zawsze tak wygląda, bo nie widzi dalej niż na metr. Elizabeth jest chyba trochę zła, ale ona też zawsze tak wygląda, bo widzi zupełnie wyraźnie.

Mam wrażenie, że moje serce jest pełne wszystkich początków i końców, a zarazem puste. 

Nie czuję się nieszczęśliwy, choć na tej wyspie szczęście nie daje obfitych plonów. Ziemia jest na to zbyt skalista, a słońce za skąpe.

Życie na tej wyspie wymaga odwagi, a nie krwi. 

Mogą mnie stąd sprowadzić siłą bez względu na to, co powiem, ale nie mają prawa mówić, że to nie jest moje miejsce. 

- Dlaczego konie wodne pojawiają się u wybrzeży Thisby i nigdzie więcej?
- Bo my je kochamy. 

- Dzisiaj będę sprzedawał siebie, nie konie. Sam jestem atrakcją.
- Aaa, stąd ten szykowny strój. Prawie cię nie poznałem w tym garniturze.
- Kupiłem go sobie do trumny.

Ludzkie słabostki są słabostkami tylko wtedy, gdy patrzy się na nie w stereotypowy sposób.

Each uisce schwytane w deszczu zawsze chcą pozostać mokre.

Najczęściej ludzie wahają się, gdy zrobią kolejny krok, albo coś ich przed tym powstrzymuje, albo działają jakoś nierównomiernie. Nieważne, czy chodzi o owijanie nóg konia, jedzenie kanapki czy po prostu przeżywanie życia. Tymczasem Sean chyba nigdy nie wykonuje żadnego ruchu, którego nie byłby pewien, nawet jeśli miałoby to oznaczać, że w ogóle nie będzie się poruszał. 

Staram się, aby w mojej duszy zapanowała taka sama cisza jak wokół mnie. Nie mam więcej trosk niż krążąca nad moją głową mewa, skupiona na tym, żeby przetrwać tę chwilę, a potem następną. 

To nie prędkość decyduje o tym, kto przetrwa do dnia wyścigu. Wystarczy być najszybszym z tych, którzy ocaleją.

Ludzkie słabostki są słabostkami tylko wtedy, gdy patrzy się na nie w stereotypowy sposób. W słabostce Dory dostrzegam coś pozytywnego. 

To właśnie było celem Each Uisce, przerażającego pegaza o rozpadających się skrzydłach z morskiej piany.


Zasadami nie zapłacimy rachunków.

Nie ma sensu szukać Świętego Graala, jeśli wygląda jak filiżanka do herbaty.

Nie muszę wyglądać na jedną z nich. Nie muszę być jedną z nich.

Ojciec mówił, że są zupełnie nieszkodliwe. Nie wierzę mu.
Nic nie jest zupełnie nieszkodliwe.

Panuje nad tym koniem mniej więcej tak, jak kuter rybacki kontroluje morze.

Tata powiedział kiedyś, że ,,proszę pana" zmienia oprycha w dżentelmena.

Mama mówiła, że niektóre rzeczy nie dzieją się bez powodu, że czasami przeszkody są po to, żeby powstrzymać nas przed popełnianiem głupstw. Często mi to powtarzała. Ale kiedy powiedziała to samo Gabe'owi, tata wytłumaczył mu, że czasami to po prostu oznacza, że trzeba się bardziej postarać.

- To sprawa osobista - odpowiadam wyniośle. 
Mama zawsze powtarzała, żeby mówić tak o kłótniach z braćmi, problemach trawiennych, miesiączce albo pieniądzach.

Cieszę się z tego uśmiechu, bo tata powiedział kiedyś, że powinno być się wdzięcznym  za dary, które są szczególnie rzadkie.

Nie ufam też morzu, bo prędzej czy później by mnie zabiło. Ale to nie znaczy, że się go boję.

To żałosne, co w dzisiejszych czasach uchodzi za żart.

Kiedy ktoś startuje w wyścigu, żeby innym coś udowodnić, ludzie, których ma pokonać, są tak samo ważni jak koń, którego dosiada. Nie czuję się nieszczęśliwy, choć na tej wyspie szczęście nie daje obfitych plonów. Ziemia jest na to zbyt skalista, a słońce za skąpe.

Żeby rozpędzić się na szczytach tych klifów, trzeba mieć serce mewy i tupet rekina.

Nasi umarli piją morską wodę. 

Bryza przeczesuje palcami jego włosy, ocean śpiewa dla niego. Ta wyspa człowieka porywa, jeśli się jej na to pozwoli.

Przełykam ślinę. Nie mam muszelki, którą mógłbym wrzucić do morza, kiedy to mówię, ale wiem, że ocean i tak mnie wysłucha.
- Chciałbym dostać to, czego pragnę.

To prawie jak magia: jest rozgniewanym dzieckiem i jednocześnie kimś starszym, dzikim, owocem tej lichej ziemi.

Corr nie przestaje się wiercić. Do tego wygina szyję. Zachowuje się naprawdę głupkowato. Na ogół ogiery eich uisce widzą w koniach lądowych posiłek, nie partnera, rzadko się zdarza, żeby jakaś klacz tak się spodobała ogierowi, aby robił z siebie idiotę.

Chcę wiedzieć, kto się boi wody. Kto potrafi jeździć prosto. Który koń mógłby rozerwać Corra na strzępy równie łatwo, jak go wyprzedzić. Chcę wiedzieć, kto nie panuje nad swoim wierzchowcem. Jak lubią biegać. Jak reagują na obecność pozostałych eich uisce. Który z nich wybierze wolność i nie dotrze na linię mety. Który koń kuleje na lewą tylną nogę. Chcę zobaczyć, w których miejscach w tym roku morze podmyło plażę. Chcę się dowiedzieć jak będzie wyglądał wyścig, zanim jeszcze się zacznie.

Mama zawsze powtarzała, że kiedy jest się w złym humorze, powinno się wkładać najlepsze ubranie, bo to budzi respekt.

Dosiadałem go, tego samego konia. Pędziłem smagany wiatrem, wstrząsany uderzeniami kopyt o ziemię. Morze spryskiwało nam nogi, byliśmy niezmordowani.

Sól - tłumaczy mi Finn - sprawia, że kakao staje się słodsze.

Ni stąd, ni zowąd zaczynam czuć, że klacz obezwładniająco pachnie morzem. Nie plażą, co większość ludzi uważa za zapach morza, nie wodorostami ani solą, ale czymś, co można poczuć tylko po zanurzeniu głowy, z płucami pełnymi oceanu, gdy właściwie oddycha się wodą.

Mój ojciec powiedział kiedyś, że konie wodne nie są stworzone do kłusa. Każdy koń porusza się stępem, kłusem, galopem i cwałem. Nie ma powodu, żeby szczególnie lubił którykolwiek rodzaj chodu. Ale Corr woli galopować, aż cały pokryje się pianą, niż spędzić o połowę krótszy czas na bieganiu kłusem. Moja matka stwierdziła któregoś razu, że ja też nie zostałem stworzony do jazdy kłusem, i miała rację. Kłus jest zbyt powolny, aby mógł być emocjonujący, i za bardzo trzęsie, żeby mógł sprawiać przyjemność.

W tej chwili ogier rozumie jednak, że obserwuje go ktoś obcy, więc podnosi kopyta wyżej i potrząsa grzywą trochę mocniej niż zwykle. Pozwalam mu na mały show. Zdarzają się większe wady u konia niż próżność.

Pływanie wzmacnia mięśnie bez obciążających ćwiczeń, więc jest warte tego ryzyka.

Wolę widzieć, niż być widzianym, w każdym razie dopóki się nie przekonam, co on aktualnie knuje.

- Kto to jest? - pyta Finn. To pierwsza rzecz, którą powiedział od dłuższego czasu. - W tej głowie konia?

- Matka wszystkich koni. Epona. Dusza Thisby i tych klifów.

- Jesteś niewierzący?
- Wierzę mniej więcej w to samo, w co oni wierzą - mówię, wskazując głową w stronę miasta i kościoła Świętego Kolumbana. - Ale nie wierzę, że można to znaleźć w tamtym budynku. 

Kolejny krok oddala go od listopadowe morza. A później jeszcze jeden. Idzie bardzo wolno. Morze śpiewa do nas obu, ale Corr wraca do mnie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz